Create Your First Project
Start adding your projects to your portfolio. Click on "Manage Projects" to get started
Marta
Lokalizacja
Opactwo w Tyńcu
Data
lipiec 2026
Są takie miejsca, w których łatwiej usłyszeć własne myśli. Nie dlatego, że panuje w nich cisza, lecz dlatego, że nic jej nie zagłusza. Tyniec jest jednym z nich. Ścieżka biegnie między wierzbami, niedaleko Wisła niesie swój niespieszny nurt, a ponad tym wszystkim od wieków trwa opactwo.
Tego dnia wszystko było jednak bardziej intensywne. Lato pokazało swoją prawdziwą siłę. Już rano powietrze było ciężkie od gorąca, a słońce zdawało się wisieć wysoko, zanim dzień na dobre się rozpoczął. Prawie trzydzieści cztery stopnie o dziewiątej rano. Upał, który zwykle każe szukać cienia, a jednak tego dnia stał się częścią naszej historii.
Tam spotkaliśmy Martę.
Szła ścieżką wśród wierzb, a wokół było to niezwykłe letnie światło — trochę miękkie, trochę bezlitosne. Liście drżały na wietrze, Wisła płynęła swoim rytmem, a kamienne mury opactwa patrzyły na to wszystko z tym samym spokojem, z jakim patrzą od setek lat.
Marta nie przyszła, by odgrywać żadną rolę. Była po prostu sobą. I może właśnie dlatego tak łatwo było ją zobaczyć.
Na co dzień pracuje z ludzkim ciałem. Jako fizjoterapeutka pomaga ludziom wracać do sprawności, odzyskiwać swobodę ruchu, czasem na nowo ufać własnemu ciału. Ale są rzeczy, których nie da się zapisać w żadnej metodzie ani technice. Uważność. Cierpliwość. Umiejętność bycia obok drugiego człowieka.
To wszystko w niej jest.
Jest delikatna, ale ta delikatność nie ma w sobie słabości. Przeciwnie — jest świadectwem siły. Tej cichej, która nie potrzebuje o sobie mówić. Tej, która pozwala być wrażliwą, a jednocześnie stać mocno, kiedy życie tego wymaga.
Patrząc na Martę, myśleliśmy o bohaterkach dawnych powieści. O kobietach, które nosiły w sobie całe światy — pełne tęsknot, marzeń i wyborów. O historiach zapisanych na starych stronach książek, ale też o tych fantastycznych, które otwierają drzwi do miejsc, których nie ma na żadnej mapie. Bo niezależnie od tego, gdzie dzieje się opowieść, zawsze chodzi o człowieka. O jego poszukiwanie siebie.
Nasze spotkanie trwało prawie dwie godziny. W upalnym letnim dniu, w cieniu wierzb i spojrzeniu starego opactwa. Było w nim trochę zmęczenia od słońca, trochę śmiechu, trochę zatrzymania.
I właśnie takie chwile chcemy tworzyć.
Sesje kobiece nie są dla nas tylko fotografią. Są spotkaniem. Przestrzenią, w której można na chwilę odłożyć codzienność, wszystkie role i oczekiwania. Pobyć ze sobą. Zobaczyć siebie z czułością.
Bo fotografia zatrzymuje obraz.
Ale najważniejsze zawsze zostaje gdzieś pomiędzy — w pamięci, w emocjach, w historii, którą człowiek zabiera ze sobą.





































































































