top of page

Fotografie, które poczekały, aż będziesz gotowa je zobaczyć

  • Zdjęcie autora: Gabriela Olszewska
    Gabriela Olszewska
  • 1 sie
  • 4 minut(y) czytania

Jest pewna książka o fotografii, w której autor przez wiele stron próbuje opisać jedno zdjęcie. Wraca do niego, przygląda się mu, szuka słów, które mogłyby wyjaśnić, dlaczego właśnie ten obraz ma dla niego tak ogromne znaczenie. A jednak tego zdjęcia nigdy nie pokazuje czytelnikowi.


To może wydawać się dziwne. Przecież fotografia, którą chcemy komuś opowiedzieć, powinna być widoczna. Powinna móc obronić się sama. Powinniśmy móc powiedzieć: spójrzcie, oto ten kadr, oto powód, dla którego jest ważny.


A jednak Roland Barthes zrobił coś zupełnie innego.


W swojej książce „Światło obrazu” pisał nie tyle o tym, czym fotografia jest, ale o tym, co fotografia robi z człowiekiem. Dlaczego niektóre obrazy oglądamy przez kilka sekund i zapominamy o nich chwilę później, a inne zostają z nami przez lata. Dlaczego czasami nie chodzi o perfekcyjne światło, najlepszą kompozycję czy najbardziej zachwycający obraz, ale o coś znacznie trudniejszego do nazwania.


O obecność.


Barthes opisywał moment, w którym fotografia przestaje być tylko przedstawieniem rzeczywistości, a zaczyna dotykać czegoś osobistego. Nazwał to punctum — tym szczegółem, który nagle przyciąga naszą uwagę i sprawia, że obraz zostaje z nami na dłużej. Czasem jest to spojrzenie. Czasem gest dłoni. Czasem coś zupełnie niepozornego, czego nikt inny być może nawet nie zauważy.


Coś, co nie było zaplanowane.


Coś prawdziwego.



Myślę o tym bardzo często, kiedy patrzę na fotografie. Nie tylko te, które tworzymy. Również te własne.


Mam zdjęcia sprzed kilku lat, których wtedy prawdopodobnie nigdy bym nie wybrała. Pamiętam dokładnie dlaczego. Widzę na nich siebie z tamtego czasu i przypominam sobie wszystkie rzeczy, które wydawały mi się wtedy nie takie, jak powinny być. To, co chciałam zmienić. To, czego nie lubiłam. To, na czym skupiałam całą swoją uwagę.


A dzisiaj patrzę na te same fotografie zupełnie inaczej.


Nie widzę już tego, co kiedyś przesłaniało mi cały obraz.


Widzę miejsce, w którym wtedy byłam. Ludzi, którzy byli obok mnie. Światło konkretnego dnia. Kobietę, którą wtedy byłam.


I myślę, że była piękna.


Nie dlatego, że nagle zmieniła się jej twarz albo ciało. Nic w tym zdjęciu nie stało się bardziej idealne. Zmieniło się tylko moje spojrzenie.


Może właśnie dlatego tak trudno wybierać własne fotografie.


Bo bardzo często patrzymy na siebie oczami chwili. Oczami swoich kompleksów, obaw i wszystkich rzeczy, które chcielibyśmy poprawić. Nie widzimy całej historii, tylko ten jeden fragment, który w danym momencie wydaje się najgłośniejszy.


Jak co poniedziałek usiadłam do pisania kolejnego eseju. Miałam już w głowie kierunek, pierwsze zdania, kilka obrazów, które chciałam połączyć w jedną historię. Lubię ten moment początku tygodnia, kiedy myśli są jeszcze trochę nieuporządkowane i można pozwolić im spokojnie znaleźć swoje miejsce.


Ale czasami życie przynosi własną opowieść.


Kilka dni później dostałam wiadomość od jednej z naszych klientek. Była krótka i zupełnie zwyczajna, a jednak była na tyle ważna, że postanowiłam napisać ten esej. Nie dlatego, że pytała o coś, czego nie potrafiliśmy wyjaśnić. Wręcz przeciwnie — dotknęła czegoś, co od dawna było częścią naszego sposobu patrzenia na fotografię, a o czym nigdy wcześniej nie opowiedzieliśmy.


I nagle poczułam, że właśnie ten temat powinien stać się kolejnym tekstem.


Bo dla nas wybór zdjęć zawsze był naturalną częścią całego procesu. Nigdy nie traktowaliśmy go jako osobnego etapu, który zaczyna się dopiero wtedy, kiedy sesja się kończy. Tak samo jak rozmowa przed spotkaniem, wybór miejsca, światła czy muzyki, selekcja jest częścią tej samej historii.



Dopiero ta wiadomość uświadomiła mi, że to, co dla nas jest oczywiste, dla kogoś innego może być ważnym pytaniem.


Dlaczego to my wybieramy fotografie, które trafiają do finalnej galerii?


Odpowiedź nie jest związana z tym, że znamy lepszy sposób patrzenia.


Nie chodzi o to, że nasze spojrzenie jest ważniejsze.


Chodzi o to, że podczas sesji widzimy coś innego niż osoba przed aparatem.


Kobieta, która przychodzi na zdjęcia, często przychodzi z własną historią o sobie. Z rzeczami, których nie lubi. Z miejscami w swoim ciele, na które nauczyła się patrzeć z krytyką. Z przekonaniem, że najpierw musi coś zmienić, żeby móc poczuć się pięknie.


My widzimy moment, w którym zaczyna od tego odchodzić.


Moment, w którym przestaje kontrolować każdy ruch.


Moment, w którym śmiech pojawia się spontanicznie.


Moment, w którym dłoń układa się naturalnie, bo przez kilka sekund zapomniała, że ktoś patrzy.


To właśnie te chwile najczęściej zostają z nami.


Nie zawsze te najbardziej perfekcyjne.


Czasami fotografia, która na pierwszy rzut oka wydaje się idealna, nie niesie ze sobą żadnej historii. Jest piękna, ale pozostaje tylko obrazem. A czasami zdjęcie, na którym włosy ułożyły się inaczej niż planowaliśmy albo gest nie jest dokładnie taki, jaki wyobrażaliśmy sobie przed sesją, ma w sobie coś znacznie ważniejszego.


Prawdę.



Bo jest różnica między zdjęciem, które pokazuje, jak ktoś wygląda, a zdjęciem, które pokazuje, kim ktoś był w danej chwili.


I właśnie dlatego selekcja jest dla nas tak ważna.


Nie wybieramy fotografii przypadkowo. Nie szukamy tylko tych, na których wszystko wygląda najlepiej. Szukamy tych, które opowiadają historię spotkania. Tych, do których ktoś wróci za kilka, kilkanaście lat i zobaczy nie tylko siebie z tamtego dnia, ale również kobietę, którą wtedy był.


Bo czas jest niezwykłym filtrem.


Rzeczy, które dzisiaj wydają się ogromne, po latach często przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Kompleksy, które kiedyś zajmowały całą przestrzeń, z czasem cichną. Nie pamiętamy już, że coś było nie tak z naszym profilem albo że chciałyśmy wyglądać inaczej.


Pamiętamy życie.


Pamiętamy emocje.


Pamiętamy siebie.


Może dlatego wybór zdjęć wymaga zaufania.


Nie dlatego, że ktoś inny zna nas lepiej niż my sami. Ale dlatego, że czasami potrzebujemy czyjegoś spojrzenia, które nie jest obciążone tym wszystkim, czym obciążamy siebie.


Podczas sesji Wy jesteście bardzo blisko swoich myśli.


My jesteśmy blisko Waszej historii.


To nie znaczy, że nasz sposób pracy jest jedynym właściwym. Każdy fotograf tworzy inaczej i każda droga może prowadzić do pięknych obrazów. Są osoby, które pracują poprzez oddanie wyboru fotografii klientkom, i są osoby, które tworzą inaczej.


To jest w porządku.


Nasza droga jest po prostu nasza.


Jeżeli wybieracie nas, wierzymy, że wybieracie nie tylko fotografie, które widzicie na stronie. Wybieracie również sposób patrzenia, który za nimi stoi.


Bo zdjęcie nigdy nie jest tylko zdjęciem.


Jest chwilą, w której ktoś próbował zobaczyć drugiego człowieka.


I może właśnie dlatego najpiękniejsze fotografie w naszym życiu często nie są tymi, które wybrałybyśmy od razu.


Może niektóre zdjęcia muszą po prostu poczekać.


Poczekać, aż minie trochę czasu.


Aż spojrzymy na siebie łagodniej.


Aż będziemy gotowe zobaczyć nie to, co chciałyśmy poprawić, ale to, kim naprawdę byłyśmy.

 
 
 

Komentarze


bottom of page