Niektóre rzeczy potrzebują czasu

Ostatnio zastanawiałam się, ile właściwie czasu potrzeba, żeby zrobić dobre zdjęcie. Nie takie, które jest po prostu udane, dobrze oświetlone i poprawne, ale takie, przy którym po jego zrobieniu ma się poczucie, że wydarzyło się coś więcej. Że oprócz światła, kadru i twarzy zostało w nim coś, czego właściwie nie da się już dokładnie nazwać. Przez chwilę myślałam, że odpowiedź można znaleźć w minutach. Że może godzina, półtorej, dwie i pół. Że czas da się jakoś przeliczyć na to, ile można zrobić zdjęć, ile miejsc odwiedzić, ile razy zmienić stylizację. Im dłużej jednak o tym myślę, tym bardziej mam wrażenie, że czas podczas sesji nie działa wcale tak prosto.
Bo żadna z naszych sesji nie zaczyna się od zdjęcia.
Niezależnie od tego, czy mamy przed sobą godzinę, półtorej czy kilka godzin, najpierw zawsze jest spotkanie. Rozmowa, kawa, czasem spacer, czasem muzyka, czasem po prostu kilka pierwszych minut, podczas których przyzwyczajamy się do swojej obecności. Nie chcemy, żeby pierwszym doświadczeniem kobiety po wejściu na sesję było usłyszenie: „stań tutaj”. Zanim pojawi się aparat, chcemy choć trochę poznać osobę, która za chwilę stanie przed naszym obiektywem. Zobaczyć, jaka jest, kiedy jeszcze nie pozuje. Posłuchać, co mówi i czego nie mówi. Złapać ten moment, w którym przestajemy być dla siebie zupełnie obcy.
To wszystko dzieje się również wtedy, kiedy mamy tylko godzinę. Nie uważamy, że krótsza sesja powinna zaczynać się szybciej tylko dlatego, że zegar jest bardziej bezlitosny. Owszem, później działamy intensywniej. Podejmujemy decyzje sprawniej, mamy mniej przestrzeni na zmianę miejsca czy wiele różnych pomysłów. Ale ten początek jest dla nas tak samo ważny. Być może właśnie dlatego godzina nie jest po prostu „godziną zdjęć”. Jest godziną całego spotkania, w którym fotografia jest jego najważniejszą, ale nie pierwszą częścią.

Są kobiety, które bardzo szybko odnajdują się przed aparatem. Kilka pierwszych zdjęć, parę wskazówek, zmiana pozycji, światła, może ubrania i nagle pojawia się coś, czego wcześniej jeszcze nie było. Jakby aparat przestał być aparatem, a cała ta sytuacja, która na początku mogła wydawać się trochę obca, stała się zwyczajna. Wtedy godzina potrafi wystarczyć. Jest w niej pewna intensywność, skupienie, konkret. Jedno miejsce, niewiele czasu na zastanawianie się, decyzje podejmowane szybciej, ale wcale nie musi to oznaczać powierzchowności. Czasami człowiek po prostu wie.
Są też takie spotkania, w których dopiero po jakimś czasie zaczyna się dziać coś, na co naprawdę czekamy. Kobieta przestaje myśleć o tym, gdzie położyć rękę, czy dobrze wygląda z tego profilu i czy właśnie tak powinna stać. Zaczyna słuchać muzyki, patrzeć przez okno, poprawiać włosy bez zastanawiania się, czy robi to „dobrze”. Zaczyna być zajęta czymś innym niż własnym wyglądem. I wtedy fotografia robi się trochę mniej fotografią, a trochę bardziej obserwowaniem człowieka.
Może właśnie dlatego tak często wracam myślami do filmów Ozu. Pisałam już tutaj o tym, że u niego pozornie nic się nie dzieje. Ludzie siedzą przy stole, piją herbatę, patrzą przez okno, wracają do domu. Ktoś wychodzi z pokoju, a kamera jeszcze przez chwilę zostaje. Nie spieszy się za człowiekiem. Pozwala zobaczyć miejsce, które przed chwilą było pełne czyjejś obecności. Kiedy oglądam takie sceny, coraz częściej myślę o fotografii i o tym, jak wiele tracimy, jeśli chcemy wszystko przyspieszyć. Bo być może niektóre rzeczy zaczynają się wydarzać dopiero wtedy, kiedy przestajemy ich od nich wymagać.
Podczas sesji też to widzimy. Na początku kobieta często bardzo dobrze wie, że jest fotografowana. Myśli o swoich rękach, o tym, jak ustawić nogi, czy włosy dobrze się układają, czy brzuch wygląda tak, jak powinien. I oczywiście pomagamy jej w tym wszystkim. Mówimy, co zrobić, gdzie stanąć, jak odwrócić ciało, gdzie spojrzeć. Ale z czasem, jeśli mamy go wystarczająco dużo, te wszystkie rzeczy zaczynają cichnąć. Ręce przestają być problemem. Twarz przestaje być czymś, co trzeba kontrolować. Kobieta zaczyna zapominać o aparacie, a my możemy przestać tak bardzo jej tłumaczyć, co ma zrobić.
I właśnie wtedy często pojawiają się zdjęcia, których wcześniej nie mogliśmy zaplanować.
Czasami patrzę przez aparat i widzę, że wszystko jest właściwie nie tak, jak powinno być. Technicznie można by coś poprawić, przesunąć, poprosić o jeszcze jeden ruch. A jednak nie mówię nic. Bo ona właśnie przestała pozować. Jest przez chwilę dokładnie taka, jaka jest, kiedy nikt od niej niczego nie chce. I mam wtedy poczucie, że jeśli przerwę ten moment tylko po to, żeby zrobić „lepsze” zdjęcie, mogę stracić coś znacznie ważniejszego.
Dlatego kiedy myśleliśmy o naszych pakietach, nie chcieliśmy, żeby różnica między nimi sprowadzała się wyłącznie do liczby zdjęć albo kolejnych trzydziestu minut wpisanych w kalendarz. Bo trzydzieści minut może być tylko trzydziestoma minutami, ale może też być czasem, którego ktoś potrzebował, żeby się oswoić, przestać się pilnować i zobaczyć siebie trochę inaczej.
Pakiet godzinny jest dla tych, którzy lubią działać konkretnie. Dla kobiety, która chce spróbować, zrobić coś dla siebie, może potrzebuje kilku naprawdę dobrych zdjęć i nie ma potrzeby rozciągania tego spotkania. Mamy wtedy mniej czasu na różne miejsca i różne historie, więc pracujemy intensywniej. Ale nadal zaczynamy tak samo — od spotkania, rozmowy i chwili, w której można zapomnieć, że przyszło się właśnie na sesję zdjęciową.
Półtorej godziny daje już więcej oddechu. Nie dlatego, że dopiero tutaj zaczyna się relacja, bo ta zaczyna się zawsze, ale dlatego, że po tym pierwszym oswojeniu zostaje nam więcej czasu na rozwinięcie tego, co pojawiło się na początku. Możemy spokojniej przejść do kolejnych zdjęć, zmienić miejsce, stylizację, światło. Czasami zaczynamy od kawiarni, czasami inaczej — ważniejsze od samego miejsca jest to, że nie musimy wszystkiego zmieścić w kilku pierwszych minutach.
Najdłuższy pakiet, do dwóch i pół godziny, daje nam natomiast możliwość zrobienia czegoś, co bardziej przypomina całą historię niż pojedynczą scenę. Możemy pozwolić sobie na więcej zmian, więcej stylizacji i różne odsłony jednej osoby. Możemy podzielić sesję między studio i plener, jeśli właśnie taki sposób opowiedzenia tej historii wydaje nam się właściwy. Nie dlatego, że więcej zawsze znaczy lepiej. Raczej dlatego, że czasami kobieta ma w sobie kilka różnych nastrojów i dobrze jest nie zmuszać ich do zmieszczenia się w jednym obrazie.
Każdy z naszych pakietów obejmuje więc tę samą rzecz, którą trudno wpisać do oferty w kilku słowach: obecność. Pomagamy wybrać miejsce, rozmawiamy o stylizacjach, przygotowujemy moodboard, zastanawiamy się nad światłem i tym, co chcemy razem opowiedzieć. A kiedy już się spotykamy, nie zaczynamy od fotografowania. Najpierw jesteśmy ze sobą przez chwilę ludźmi. Dopiero później stajemy się fotografami i osobą przed aparatem.
Różnica między pakietami pojawia się później — w ilości przestrzeni, którą mamy na rozwinięcie tej historii.

Myślę czasem, że podobnie jest z poznawaniem człowieka. Można spędzić z kimś wieczór i dowiedzieć się o nim bardzo dużo, a można znać kogoś przez lata i nadal mieć poczucie, że są w nim miejsca, do których jeszcze się nie dotarło. Nie chodzi więc chyba o samą długość spotkania. Chodzi o to, czy mieliśmy w nim wystarczająco dużo czasu, żeby coś mogło wydarzyć się samo, bez naszego ciągłego poprawiania i przyspieszania.
Dlatego nie powiedziałabym, że najdłuższy pakiet jest najlepszy, a najkrótszy gorszy. Byłoby to zbyt proste. Każdy z nich odpowiada trochę innemu sposobowi przeżywania sesji. Jedna kobieta chce wejść, zrobić swoje i wyjść z kilkoma zdjęciami, które będą dla niej ważne. Inna potrzebuje więcej czasu na rozwinięcie tego, co zaczęło się podczas pierwszych rozmów. Jeszcze inna chce mieć przestrzeń na kilka różnych historii, bo trudno byłoby jej zamknąć siebie w jednym miejscu, jednym ubraniu i jednym nastroju.
I może dlatego pytanie, który pakiet wybrać, nie powinno brzmieć: „Ile zdjęć dostanę?” ani nawet „Ile czasu będziemy robić zdjęcia?”. Może lepiej zapytać siebie: ile przestrzeni potrzebuję, żeby naprawdę być przed aparatem?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. I chyba dobrze, że jej nie ma.
Jeśli zastanawiasz się, który pakiet będzie dla Ciebie odpowiedni, nie musisz decydować sama. Napisz do nas — porozmawiamy o tym, czego potrzebujesz i jak możemy opowiedzieć Twoją historię.



Komentarze